Rozdział 8


 

Jak ten czas wolno płynie! Siedzenie w dusznym pomieszczeniu przez cztery godziny sprawiało, że oczy same się zamykały. Czekało go jeszcze siedem występów, a mężczyzna działał jak w transie. Nie zwracał uwagi kto występuje, kto przechodzi dalej ani co powiedziało jury. Myślami był już w hotelu razem z grupą nowych znajomych. A w szczególności z Didi. Na myśl o niej szybciej zabiło mu serce. Do szkoły muzycznej chodził z wieloma dziewczynami, ale żadna z nich nie miała na niego takiego wpływu. A ona – zwykła kobieta spod Poznania, którą widział zaledwie dwa razy, sprawiała, że zapominał o bożym świecie. Codziennie z niecierpliwością czekał na wieczór, kiedy będzie mógł usłyszeć jej głos, chociażby przez chwilę. A zasypiał myśląc o niej.

Z zamyślenia wyrwał go Wojtek. Szturchnął lekko w ramię i ruchem głowy pokazał, że jest przerwa. Wyszli na zewnątrz i relaksując się przy oparach tytoniu wymieniali opinie o dzisiejszych występach. W sumie to Wojtek mówił, a Marcin tylko przytakiwał.

- Hej chłopie, co jest z tobą? – przerwał swój wywód gitarzysta.

- Nic.

- Przecież widzę. Jesteś jakiś nieobecny. Stało się coś?

W tym momencie krótki, aczkolwiek donośny dźwięk obwieścił, że do perkusisty przyszła wiadomość. Mężczyzna szybko wyjął telefon i z rumieńcem na twarzy czytał SMSa. Wojtek zajrzał mu przez ramię. „Podaję ci dokładny adres Muzyczna 14, trzecie piętro, pokój nr 106 do zobaczenia wieczorem. D.”

- Aaa… ta dziewczyna – podsumował wszystko muzyk z lekkim uśmiechem. – To przez nią jesteś taki oderwany od rzeczywistości.

- Nie wiem o czym mówisz…

- Tak, jasne, a widziałeś się z nią dzisiaj?

- Oczywiście.

- No widzisz, a ty nie wiesz o kim mówię.

Siedząc jak na szpilkach Marcin dotrwał do końca nagrań. Gdy wyszedł z budynku, na zewnątrz panowały już kompletne ciemności. Normalnie po tak męczącym dniu wracał do domu i od razu kładł się spać. Teraz nawet nie czuł się zmęczony. Czyżby sama myśl o spotkaniu z wyśnioną dziewczyną dodawała mu energii? Do domu wracał z uśmiechem. Postanowił, że nie pójdzie z pustymi rękami. Na początku nie miał jednak pomysłu, jaki prezent mógłby dać. Kwiaciarnie pozamykane, a bombonierki nie dawał z zasady. W końcu stwierdził, że kupi szampana. Przecież mają świętować, a przy takiej okazji nie może go zabraknąć.

Godzinę później siedział już w tramwaju ściskając w ręku butelkę. Co chwilę spoglądał na zegarek. Miał wrażenie, że jedzie już co najmniej pół godziny, tymczasem duża wskazówka ledwo co zdążyła przejść z jednej cyfry na drugą. Wreszcie odpowiedni przystanek. Mężczyzna prawie wybiegł z wagonu. Najchętniej biegłby przez całą drogę, lecz stwierdził, że nie wyglądałby wtedy zbyt poważnie. Przed oczami miał sytuację jak Didi otwiera drzwi, a on zdyszany, czerwony i spocony stoi przed nimi. Nie, tym sposobem przekreśliłby sobie szansę na bliższą znajomość z uroczą dziewczyną. Resztkami sił, więc powstrzymywał się przed zrealizowaniem szalonego pomysłu. Na jego szczęście hotel znajdował się stosunkowo blisko od przystanku.

Drzwi otworzył mu Karol. Po jego zachowaniu można było stwierdzić, że impreza już się rozpoczęła. Wpuścił mężczyznę z lekkim wahaniem. Kompletnie go nie kojarzył. Mimo, iż Marcin przedstawił się i niemal ze szczegółami opisał sytuację, w której się poznali. Dopiero na wyraźne polecenie Didi mógł wejść do środka.

Dziewczyna wyglądała olśniewająco. Mężczyzna mógłby się w nią wpatrywać godzinami. Czerwona sukienka współgrała z lekkim rumieńcami oblewającymi oba policzki. Do tego jeszcze niegasnący uśmiech, błysk w oku oraz niesforne loczki, które wydostały się z luźno upiętego koka i okalały jej buzię.

- Ślicznie wyglądasz – powiedział, gdy dziewczyna do niego podeszła.

- Och, dziękuję – odpowiedziała i jej różowe policzki zmieniły się w purpurę.

- A co tam trzymasz? – wskazała na kurczowo ściskaną butelkę.

- Szampana, myślałem, że się przyda, skoro mamy świętować.

Impreza zaczęła się rozkręcać. Od razu znalazły się kieliszki i zaczęto wznosić toasty. W szczególności za bohaterkę wieczoru, aby zaszła jak najwyżej. Później ktoś włączył muzykę i zaczęto tańczyć. Na szczęście dla Marcina nie puszczano samych szybkich kawałków. Mógł, więc rozkoszować się chwilą, kiedy Didi przylegała do niego poruszając się w takt muzyki.

Komentarze