Rozdział 4
Didi odgarnęła stertę kieliszków,
aby móc zrobić sobie śniadanie. Wczorajszą imprezę można było zaliczyć do
udanych, mimo iż była zorganizowana pod wpływem spontanicznego impulsu.
Dziewczyna nie miała nawet pełnej lodówki. Jednak z pomocą przyjaciół znalazło
się wszystko. I przekąski, i szampan.
Wczoraj Dionia była na tyle
zmęczona, że w kuchni nadal był bałagan. Nie przebrała się nawet. Nadal miała
na sobie „szczęśliwe ciuchy” jak je nazwał jej siostrzeniec. Przelotnie
spojrzała na zegarek i prawie zachłysnęła się kawą. Za dziesięć minut powinna
już stać za ladą i z uśmiechem obsługiwać pierwszego klienta. Szybko się
przebrała i wybiegła z domu. Spożywczy, w którym pracowała znajdował się
stosunkowo blisko od jej mieszkania. Tylko trzy przecznice. Stanęła w drzwiach sklepu
równo o ósmej. Pani Władzia siedziała jednak jak na szpilkach. Przywitała ją
niecierpliwym stwierdzeniem „no nareszcie”.
- Przecież się nie spóźniłam – powiedziała na swoją obronę.
- Ale ile można czekać na tą twoją relację? Siadaj i
opowiadaj.
Didi usiadła na małym krzesełku i
mocno gestykulując zrelacjonowała cały występ. Właścicielka sklepu z głową
opartą na dłoniach słuchała w skupieniu. Sama bohaterka tak się zapamiętała w
opowiadaniu, że nawet nie zauważyła jak do środka wchodziły kolejne osoby i,
tak samo jak jej przełożona, stali w niemym zachwycie.
- …i DOSTAŁAM SIĘ! – zakończyła swoje przemówienie
dziewczyna.
Dopiero wtedy zorientowała się,
że jej widownia sięgała około piętnastu osób. Posypały się gratulacje z
wszystkich stron. Dopytywali się o termin kolejnego etapu, kiedy będą emitowane
jej przesłuchania i na jakim kanale. Dionia odpowiadała z uśmiechem na
wszystkie pytania.
Po raz pierwszy, od kiedy
dziewczyna pracowała w sklepie, było tu tyle osób. W dodatku nikt nie chciał od
razu wychodzić. Każdy interesował się losami jedynej reprezentantki Dobrej w
telewizji. Niektórzy nawet przychodzili tylko po te właśnie informacje. Dopiero
wieczorem miała trochę czasu dla siebie. Padnięta położyła się na tapczan. Tak
właściwie dopiero teraz mogła sobie przemyśleć wydarzenia wczorajszego dnia.
Widziała oczami wyobraźni budynek telewizji,
sylwetki innych uczestników, reakcję sędziów oraz jego twarz. Wtedy przypomniała
sobie o małym zawiniątku. Rzuciła się na podłogę i zaczęła przeszukiwać wszystkie
kieszenie wczorajszych spodni. Pierwsza, druga… i nic. Nagle ją olśniło.
Karteczka jest w portfelu, zaraz obok jej zdjęcia z Alanem. Sprawdziła i
znalazła numer do szczęścia.
Przez chwilę wahała się, czy
dzwonić do niego. Może jest za późno albo mnie nie pamięta. Przecież przez tę
scenę przechodzi masę osób, a on mógł dawać swój numer każdej dziewczynie,
która tam się pojawiła. Jednak wrodzona ciekawość wzięła górę nad emocjami. Nie
było jeszcze bardzo późno. Dopiero dwudziesta. Sięgnęła po telefon. Wolno
wpisywała numer sprawdzając trzy razy każdą z cyfr, aby na pewno się nie
pomylić. Wsłuchiwała się w sygnał z mocno bijącym sercem. Trzy, cztery… nikt
nie odpowiada. I znów pojawiły się wątpliwości. Może nie chce odebrać… A może
to zły numer, a on go jej podał dla zabawy. Aż w końcu ktoś powiedział „halo” smętnym
głosem.
- Cześć, nie wiem, czy mnie pamiętasz, ale dałeś mi wczoraj
swój numer – zaczęła dziewczyna.
- Jasne, jasne – jego głos ożywił się. – Nie gratulowałem ci
jeszcze, więc czas to nadrobić. Gratulacje.
- Dzięki, dzięki. A powiedz mi, jak w ogóle masz na imię.
- Sorry, że się nie przedstawiłem. Jestem Marcin, a ty to Di…
Dio…
- Dionia, ale możesz mówić na mnie Didi.
- Nie wiem, czy powinienem…
- Spoko, wszyscy tak mówią. Jesteś jeszcze w Poznaniu?
- Do jutra. Ale cały dzień jestem na przesłuchaniach. To
może zadzwonię do ciebie o tej samej porze?
- Jasne, czemu nie.
Rozmowa trwała jeszcze jakąś
godzinę. Rozmawiali przeważnie o muzyce, która nota bene ich połączyła.
Dziewczynę jednak najbardziej interesowała informacja czy Marcin będzie również
obecny przy nagrywaniu kolejnego etapu. Chłopak potwierdził i od razu
zapowiedział, że pokaże jej Warszawę, jego rodzinne miasto. Didi odłożyła
telefon i z mocno bijącym sercem położyła się na pościeli. Długo potem nie
mogła jeszcze zasnąć. Tym razem jej myśli były zaprzątnięte przez twarz
Marcina. Wyobrażała sobie romantyczny spacer po stolicy. Zasnęła z uśmiechem na
ustach.
Kolejne dni mijały na
oczekiwaniu. Mimo, iż dostała od sędziów trzy razy tak, nie miała pewności czy
będzie brała udział w tytułowej bitwie. Do programu bowiem dostawało się tylko dwanaście
osób z każdego miasta. A odpowiednią ilość głosów od publiczności mogło dostać
o wiele więcej. Po dwóch tygodniach od przesłuchania dostała dziwny telefon. Po
pierwsze numer telefonu był niewidoczny. Po drugie odezwała się jakaś
sekretarka, która kazała jej czekać na właściwe połączenie. Sprawiło to, że
musiała przerwać pracę i wyjść na zewnątrz. Spotkało to się ze zdumionym
spojrzeniem pracodawczyni. Czekała przez jakieś dziesięć minut, aż w końcu
odezwał się jakiś mężczyzna.
- Czy rozmawiam z panią Dionią Dzielską?
- Tak – odpowiedziała niepewnym głosem.
- Jestem przedstawicielem producentów programu „Bitwa na
wysokie c”.
Po tych słowach serce jej
zadrżało. Rozmówca poinformował ją, że zakwalifikowała się do programu i że z
radością zapraszają ją na nagrania do Warszawy. Miała również dostać na maila
spis piosenek, które mogą się pojawić podczas następnego etapu. Dziewczyna do
sklepu weszła uśmiechnięta od ucha do ucha. Oczywiście cała rozmowa została
rzetelnie opowiedziana i już tego dnia dostała od pani Władzi zgodę na urlop na
czas pobytu w stolicy.
- To na czym teraz będzie polegał ten program? – zapytała
kobieta.
- Dostanę trzydzieści piosenek, które mogę wylosować i muszę
się ich nauczyć. Potem podczas nagrań losuję jedną z nich i muszę ją zaśpiewać.
- Ale całą?
- Nie, jedną zwrotkę plus refren. W dodatku z jakimś innym
uczestnikiem.
- I jeden z was odpada?
- Niestety tak. W dodatku my nie wiemy z kim śpiewamy.
Sędziowie muszą wybrać tego lepszego, który przechodzi dalej.
- A jury ma ten sam skład?
- Nie, dodatkowo dochodzą jeszcze dwie osoby.
- Wiadomo już kto to będzie?
Dziewczyna próbowała znaleźć w
Internecie odpowiedź na to pytanie. Nieskutecznie. Musiała zadowolić się krótką
informacją, że będą to dwie kobiety. Od razu sprawdziła jakie piosenki będę
wykorzystywane w drugim etapie. Próbowały z panią Władzią śpiewać te, które
znały. Nie zawsze im to dobrze wychodziło, ale dla nich to nie było to w tym
momencie takie ważne.
Komentarze
Prześlij komentarz