Rozdział 2


 

- Cześć kochana – powiedziała Klara do słuchawki. – Czyżbyś zmieniła zdanie?

- Cześć, nie zmieniłam. Ale mam do ciebie prośbę. Mogłabyś pojechać ze mną do studia. Nie chciałabym być tam sama.

- A kiedy to jest?

- Za tydzień, czyli 12 października.

- Poczekaj, tylko sprawdzę w kalendarzu… niestety kochana, ale mam konferencję i nie będę się mogła wyrwać.

- No cóż, to ja ci już nie przeszkadzam, to pa.

- Czekaj, czekaj. A czy będziesz mogła zabrać Alana, bo bardzo chcę z tobą jechać. Od kiedy usłyszał o twoim pomyśle mówi o nim w kółko. Aż żal mi odmówić.

- Ooo, czemu nie.

- To super.

Didi odłożyła telefon. Już od tygodnia przygotowywała się do występu. Śpiewała w domu, w sklepie, a czasem nawet i w drodze do pracy. Wybrała swój ulubiony utwór, który pozwalał jej pokazać wszystkie swoje umiejętności. Szukała jednak cały czas osoby, która mogłaby pojechać razem z nią, ponieważ stwierdziła, że głupio czułaby się, gdyby była sama. Gdy już była przekonana, że nikogo nie znajdzie przypomniała jej się sąsiadka wraz ze swoim narzeczonym. Postanowiła ich odwiedzić. Otworzył jej on. Nadal miał na głowie bandaż, ale wróciły mu na twarz jego dawne kolory. Ruchem dłoni zaprosił ją do środka. Didi znalazła się w o wiele większym mieszkaniu od swojego. Był tu przestronny salon, dwa pokoje oraz sporych rozmiarów kuchnia i łazienka.

- Słuchajcie, potrzebuję waszej pomocy – zaczęła dziewczyna.

- Mam nadzieją, że będziemy w stanie podołać twoim wymaganiom – powiedziała sąsiadka.

Dalej opowiedziała o im o chęci wzięcia udziału w najnowszym programie muzycznym. Para wpatrywała się w nią ze zrozumieniem. Było widać, że niepokój schodził im z twarzy, a zastępował go uśmiech. Ustalili, że będą towarzyszyć kobiecie w jej przedsięwzięciu. Przez ostatnie trzy dni dziewczyna śpiewała prawie non stop. Obsługiwała klientów wyciągając górne partie piosenki Whitney Houston – „I will always love you”. Sprawiało to, że wszyscy, którzy mieli okazję ją usłyszeć obiecali, że będą trzymać za nią kciuki. Przechodnie obdarzali ją uśmiechem, gdy z słuchawkami na uszach przemierzała ulicę. Było to bowiem małe miasteczko i wszyscy się tu znali. Szybko także roznosiły się wieści. Nie było już osoby, która nie wiedziałaby o nowym konkursie, a tym bardziej o jedynej reprezentantce z ich miejscowości.

W dniu przesłuchania jednak katastrofa. Didi miała dzień wolny. Pani Władzia była, oprócz Alana, największą fanką dziewczyny i dała urlop swojej podopiecznej od ręki. Dziewczyna miała, więc czas, aby się przygotować. O ósmej miał przyjechać jej siostrzeniec, a piętnaście minut później mieli wyjeżdżać do Poznania. Z Dobrej, gdzie mieszkała, było 2 godziny drogi. Przesłuchania zaczynały się od jedenastej, ale kobieta wolała być wcześniej. A nuż zgubiliby się. Wstała bardzo wcześnie. Chciała jeszcze raz zaśpiewać swoją partię. Po raz pierwszy miała śpiewać dla takiej publiczności. Zazwyczaj, gdy coś takiego miało się wydarzyć rezygnowała. Teraz jednak nie miała takiego zamiaru. Stwierdziła, że nadszedł czas, by dorosnąć i stawić czoła przeciwnością losu. Gdy stanęła przed lustrem i próbowała wydobyć z siebie dźwięk, spotkała się z barykadą. Nie mogła wydusić z siebie ani jednego dobrego tonu. W zamian za to pojawiła się chrypka. Z jej twarzy natychmiast zniknął uśmiech, a w jego miejsce pojawiło się przerażenie. Oczy rozszerzyły jej się do rozmiarów piłeczki do ping ponga. Jedyne co mogła teraz zrobić to poinformować wszystkich, że jednak nie wystąpi. Pierwszą osobą, która powinna o tym wiedzieć była jej siostra. Miała nadzieję, że jeszcze nie wyjechała, bo bezsensu byłoby, gdyby Alan przyjechał, skoro w tym czasie mógłby być w szkole. Z powodu przesłuchania bowiem rodzice pozwolili mu towarzyszyć ciotce. Chłopak był tym bardzo przejęty i już pochwalił się kolegom, że będzie w studiu nagrań. Po paru sygnałach kobieta odebrała.

- Cześć, mam nadzieję, że jeszcze nie wyjechałaś.

- Właśnie odpalam wóz, a coś się stało?

- Jest pewien problem.

- Ale mam nadzieję, że nie odwołasz występu.

- W sumie to zastanawiałam się nad tym.

- Wiesz, że to byłby cios w samo serce Alana. On już od tygodnia nie mówi o niczym innym jak o tym występie. W jego szkole jesteś już traktowana, jak zwyciężczyni. A on sam wstał dzisiaj o piątej rano.

- To poradź mi co mam zrobić, bo ja nie dam rady zaśpiewać.

- Po prostu uwierz w siebie. To prawdopodobnie trema.

- Nie o to chodzi. Ja nie wyciągnę górnych partii. Nie słyszysz jaką mam chrypę?

- A rzeczywiście coś jest z twoim głosem nie tak. Wiesz, napij się gorącej herbaty to może coś pomoże.

- Spróbuję.

- To mam przyjeżdżać, czy sobie odpuszczasz.

- Przejeżdżaj, nie mam innego wyboru.

Didi zrezygnowana odłożyła słuchawkę. Teraz nie miała możliwości wycofania się. Jechał do niej właśnie największy fan. Postanowiła jednak poradzić się także swoich sąsiadów. Wprawdzie herbatka jej pomogła, ale nadal nie była w takiej formie jak wczoraj. I tak jak dziewczyna przypuszczała Marta znalazła pomysł. Powinna zmienić piosenkę. Może nie będzie pokazywać jej wszystkich możliwości, czyli osiągnięcia bardzo wysokich dźwięków, ale może sprawić, że dostanie się do programu. A później będzie mogła się popisać swoimi możliwościami. Będzie miała tak zwanego asa w rękawie. Nawet ta propozycja podobała się Didi. Mogła być wtedy wielką zagadką programu. Nikt nie spodziewałby się, że on potrafi takie rzeczy. Problemem było tylko dobór repertuaru. Musiała to być piosenka, która była jej dobrze znana i nie musiałaby tracić dużo czasu, aby się jej nauczyć. Nota bene nie było tego czasu w ogóle. Gdy Marta i Jarek próbowali znaleźć odpowiedni repertuar Didi zaczęła nucić jakąś piosenkę.

- Co to jest? – Zapytał nagle mężczyzna.

- O co ci chodzi? – Zapytała wyrwana z zamyślenia przyszła gwiazda.

- To co przed chwilą nuciłaś.

- Aaaa… to jest Tina Turner. Uwielbiam ją tylko, że nie mam odpowiedniego głosu, aby śpiewać jej repertuar.

- Właśnie, że nie. Spróbuj ją zaśpiewać na głos.

- No coś ty.

- To nie jest wcale głupi pomysł – poparła narzeczonego Marta.

- I ty przeciwko mnie?

- No dalej, dalej nie marudź tylko śpiewaj.

Chcąc, nie chcąc dziewczyna zaśpiewała. Była to piosenka z jednego z filmów o Jamesie Bondzie, pt. „Goldeneye”. Jej występ spotkał się z aprobatą. Pochwały przerwało wejście Klary i Alana.

- Zobacz synku – powiedziała kobieta. – Oni zaczęli już bez nas.

Ta uwaga wywołał śmiech wśród zebranych. Skończył się dopiero, gdy Klara spojrzała na zegarek i stwierdziła, że musi już lecieć. Wszyscy powoli zaczęli się zbierać. Zapakowali się do samochodu i ruszyli. Przez całą drogę Didi nie odzywała się do reszty. W kółko powtarzał sobie tekst piosenki, próbując równocześnie opanować drżenie kolan. Nie obchodziło jej również, że reszta zaczęła już sobie wyobrażać, co Didi zrobi, gdy wygra. Planowali także jej trasę koncertową po Polsce i świecie.

- Do Paryża, do Nowego Jorku, do Afryki, do nas – wykrzykiwał uradowany chłopiec.

Trwało to aż zatrzymali się na parkingu. Przyszła wokalistka nadal milczała. Po raz pierwszy od czasu, kiedy Marta z Jarkiem ją znali, kobieta nic nie mówiła. Zawsze pełna energii, jak przystało na osobę z domieszką hiszpańskiej krwi, tym razem była przygaszona i nieobecna duchem. Po chwili marszu ich oczom ukazał się budynek siedziby telewizji polskiej. To właśnie tam miało się odbyć przesłuchanie.

Komentarze