Rozdział 11
Czas coraz szybciej zaczął biec.
Didi chciałaby, aby po prostu zatrzymał się w miejscu. Teraz musiała znać o
wiele więcej piosenek niż w poprzednim etapie. Całymi dniami siedziała nad
laptopem i słuchała muzyki oraz uczyła się słów. Na szczęście z pomocą
przyszedł jej Marcin. Znał większość utworów, a poza tym w jego towarzystwie
dziewczyna potrafiła szybciej przyswoić sobie tekst. W dodatku okazało się, że
miał bardzo ładny głos. Tak więc po pracy śpiewali razem każdą z piosenek.
Mężczyzna wyjeżdżał tylko na niedzielę do Warszawy, aby nagrać kolejny odcinek.
Aż w końcu pojechali do stolicy.
Tak jak pani Władzia wcześniej zapowiedziała, nie było żadnych problemów z udzieleniem
urlopu. Dlatego mogli wyjechać z Dobrej już tydzień przed nagraniem. Dziewczyna
chciała zobaczyć między innymi występy osób, z którymi prawdopodobnie mogła się
zmierzyć w finale. Marcin dokładnie jej także wytłumaczył na czym polega ten
etap.
Trzydziestu zwycięzców bitew
zostało podzielonych poprzez losowanie na sześć grup po pięć osób. Co tydzień
jedna z tych ekip rywalizowała ze sobą, a zwycięzca przechodził do finału. Tym
razem każdy śpiewał z każdym, czyli wykonywał cztery piosenki. W dodatku
repertuar był tym razem zagraniczny.
- A w jaki sposób będziemy oceniani? – zapytała dziewczyna.
- Każdemu sędziemu przysługuje jeden punkt przy wykonaniu
każdego utworu. Głosowanie wygląda podobnie jak przy poprzednich bitwach.
Później sumuje się punkty i ten kto ma ich najwięcej przechodzi dalej.
Tak jak wcześniej zaplanowała
poszła na nagranie jednej z grup ubiegającej się o finał. Okazało się nawet, że
w pierwszym rzędzie były przygotowane miejsca dla uczestników, którzy tak jak
ona chcieli obejrzeć swoich rywali. I wbrew pozorom były one prawie wszystkie
zajęte. Były zarówno osoby, które już przeszły dalej oraz te, które miały
stanąć do pojedynku razem z nią. Bowiem za tydzień miał być już ostatni
półfinał. Didi bardzo szybko zorientowała się kto będzie z nią śpiewać. Były
tylko dwie osoby. Dwudziestoletni student Uniwersytetu Muzycznego z Warszawy
oraz trzydziestopięcioletnia kobieta pochodząca z Gdańska. Razem komentowali
wszystkie występy. Nie zachowywali się tak jakby w przyszłym tygodniu mieli
między sobą rywalizować. Osoby trzecie mogły ich nawet uznawać za dobrych
kolegów. Największe poruszenie w ich szeregach wywołał prowadzący. Znany był on
przede wszystkim z wiadomości. Czasami także prowadził koncerty charytatywne.
- Zobacz jakiego przystojniaka nam dali – szepnęła Kamila
Didi na ucho.
- Ktoś przecież musi podnosić oglądalność – odpowiedziała
dziewczyna.
- To my już nie wystarczymy? – powiedział Mateusz udając
grymas.
- Jak widać nie…
Cała trójka wybuchła tłumionym
śmiechem. Z racji, że znali wszystkie piosenek jakie wykonywali uczestnicy
mogli, więc po cichu je śpiewać. Bawili się także w inny sposób, między innymi
bujali się w takt piosenki. Nawet podczas krótkiej przerwy pomiędzy występami
zszedł do nich prowadzący i zapytał kto według nich powinien przejść dalej. Oni
jednak nie mieli pojęcia kto, ile dostał punktów za jaki występ.
- Wygra najlepszy – odpowiedzieli chórem, aby nie pokazać,
że nie śledzą uważnie tego co się dzieje na scenie.
Po skończonym nagraniu Dionia
czekała przed wejściem na swojego chłopaka.
- I jak ci się podobało? – zapytał, gdy wyszedł z budynku.
- Było super, aż szkoda, że się skończyło. Dawno się tak nie
bawiłam.
- Właśnie widziałem, że rzadko kiedy byłaś poważna. A kim
były te osoby, z którymi siedziałaś?
- To moi rywale. Wiesz jacy to fajni ludzie?
- Domyślam się, ale czy nie za bardzo się z nimi związałaś. Nie
będzie ci potem przykro jak odpadną, a ty przejdziesz dalej?
- Kto powiedział, że ja przejdę?
- Cała Dobra, ale rozważmy tę sytuację czysto teoretycznie.
- Oczywiście, że będzie mi przykro, ale wolę za tydzień
dobrze się bawić, niż walczyć na śmierć i życie. I niech wygra najlepszy.
Na tą wypowiedź mężczyzna
uśmiechnął się lekko i zaproponował, że odprowadzi ją do hotelu. Przez całą
drogę dziewczyna opowiadała mu swoje spostrzeżenia dotyczące programu. Nim się
zorientowała już byli na miejscu. Z żalem musiała się pożegnać z mężczyzną.
- To o której jutro zwleczesz się z łóżka? – zapytał.
- Nie wiem, nie wiem… pewnie około dziesiątej, jeżeli nie
później.
- To wpadnę po ciebie o wpół do jedenastej. Zjedz porządne
śniadanie, bo zamierzam cię porwać na parę godzin.
- Gdzie mnie weźmiesz?
- Przecież obiecałem, że oprowadzę cię po mieście.
- A co ze śpiewaniem, przecież mam ćwiczyć, zapomniałeś?
- Ależ oczywiście, że nie. Uważam jednak, że jeden dzień przerwy
dobrze ci zrobi.
Następnego dnia Didi obudziła się
wcześniej niż zwykle. Na zegarku była dopiero ósma, a ona nie mogła ponownie
zasnąć. Przewracała się z boku na bok, nie mogąc doczekać się spotkania z
Marcinem. W końcu postanowiła wstać i zrobić sobie śniadanie. Jednak czas jak
na złość wolno płynął. W zasadzie dziewczyna była już gotowa do wyjścia, a
dochodziła dopiero dziewiąta. Perkusista pojawi się dopiero za półtorej
godziny. Co robić z taką ilością czasu. Dziewczyna postanowiła, że będzie śpiewała,
aby zabić czas. I udało się jej. Ani się obejrzała, a już Marcin pukał do
drzwi. Zdziwiony był formą dziewczyny. O tej porze spodziewał się sennych
ruchów, nieobecnego wyrazu twarzy i nieułożonej jeszcze fryzury. Tymczasem
dziewczyna kipiała energią. Otworzyła mu drzwi z uśmiechem i śpiewem na ustach.
Trzymając się za rękę wyszli z
hotelu i skierowali się w stronę centrum. Marcin pokazał jej miejsca, jakie
odwiedzał z rodzicami, gdy był jeszcze mały. Zaprowadził ją także nad Wisłę,
gdzie spędzili godzinę obrzucając się śnieżkami jak dzieci i lepiąc bałwana. Po
tak wyczerpującym dniu mężczyzna zaprosił ją na obiad. Wsiedli do pierwszego
tramwaju, który podjechał i zajęci fascynującą rozmową usiedli na wolne
miejsca, których o tej porze było sporo.
- Wiesz co, nawet w rumieńcach ci do twarzy – powiedział z
uśmiechem przyglądając się dziewczynie.
- Cieszę się, że ci się podobają. A powiedz mi, gdzie teraz
jedziemy?
- Do najlepszej restauracji w mieście, bo tylko na taką
zasługuje mój skarb.
- Twój skarb to dał ci dzisiaj wycisk. Nie wiedziałam, że
jesteś taki słaby w bitwie na śnieżki.
- Dlaczego tak uważasz?
- Bo chyba z cztery razy dostałeś w twarz, a w dodatku co
chwilę leżałeś twarzą w śniegu.
- To wszystko przez buty, strasznie się ślizgają. A poza tym
mam dużą twarz, dlatego łatwiej ci było w nią trafić. I według mnie walczyliśmy
jak równy z równym.
- Jasne… to ciekawe czemu ja nie dostałam od ciebie śnieżką
ani razu.
- Bo robiłaś dobre uniki, ale serio ani razu nie dostałaś?
- No może raz… a poza tym całe dzieciństwo razem z siostra
urządzałyśmy bitwy, więc ja mam to już we krwi.
- To chociaż mogę się do ciebie przytulić, żeby się ogrzać?
– powiedział robiąc minę zbitego psa.
- Jak już musisz – odpowiedziała z uśmiechem.
Mężczyzna objął ją i z miłością
wpatrywał się w ukochaną. Oboje nie zauważyli, że od pewnego czasu przyglądają
się im dwie starsze panie.
- Niech pani zobaczy. To są porządni młodzi ludzie –
powiedziała jedna do drugiej głośnym szeptem. -
Nie muszą się obnosić swoim uczuciem i obściskiwać się w miejscach
publicznych. A i tak widać, że są szczęśliwi.
- A skąd to pani wie?
- Po oczach, kochanieńka, po oczach.
Didi i Marcin, którzy oczywiście
słyszeli rozmowę kobiet spojrzeli na siebie znacząco i uśmiechnęli się
porozumiewawczo.
Komentarze
Prześlij komentarz