Rozdział 1
W małej, zagraconej kawalerce zaskrzypiały drzwi. Młoda kobieta weszła do środka w towarzystwie chłopca.
- Masz obiad w lodówce, podgrzej sobie – powiedziała właścicielka
mieszkania. – Ja wskakuję pod prysznic, bo zaraz oszaleje.
Alan zrobił, o co go prosiła.
Podczas, gdy posiłek roztapiał się powoli w mikrofalówce, chłopak rozglądał się
po mieszkaniu. Lubił przebywać u swojej ciotki, choć rzadko miał taką okazję.
Tylko wtedy, gdy jego ojciec wyjeżdżał na delegację, a matka nie mogła go
odebrać na czas ze szkoły.
Jedyny pokój był bardzo mały, a
do tego naładowany do granic możliwości. Sprawiało to, że trudno było się po
nim poruszać. Była tam między innymi suknia ślubna, która nie została nigdy
założona przez właścicielkę. Na ścianie, pośród zdjęć z ukochanym, wisiał także
niewykorzystany bilet do Paryża. Miał to być pierwszy etap w jej wyprawie
dookoła świata, która jak większość rzeczy, za które się brała, nie doszła do
skutku. Za pewne wpadł jej do głowy kolejny genialny pomysł, któremu się
poświęciła. W kącie pokoju leżał także szyld firmy, której miała być
właścicielką. Jednak nie starczyło jej sił i zapału, aby ją założyć. Dalszy
ciąg zwiedzania przerwał chłopakowi dźwięk mikrofali, zwiastujący gotowy
posiłek. Usadowił się na tapczanie i włączył telewizor. Oglądając swój ulubiony
program przeżuwał powoli obiad. W tej chwili do pokoju weszła ciotka. Ubrana
była w rozwlekły sweter i luźne spodnie. Od niechcenia rzuciła mu pytanie, co
ogląda i padła na posłanie obok. Po chwili jednak zainteresowały ją dźwięki
wydobywające się z czarnego pudełka. Sprawiło to, że podniosła głowę z góry
poduszek i spojrzała w stronę skąd się wydobywał.
- Uważasz, że umiesz śpiewać – mówił głos w telewizorze. - A
może myślisz, że jesteś najlepszy. Zmierz się z innymi pod okiem specjalistów. Przyjdź
na casting w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu lub Szczecinie. Więcej
informacji na stronie www.bitwanawysokiec.pl
Wpatrywała się w ekran dobre pięć
minut po tym jak skończyło się ogłoszenie. W jej oczach można było dostrzec
blask mówiący, że ma kolejny pomysł co ze sobą zrobić. Rozmarzenie przerwało
jej czyjeś wejście do domu. Okazało się, że była to jej siostra.
- Hej, Didi – powiedziała na wejście. – Jak tam Alan?
- Je obiad, w sumie to przed chwilą przyszliśmy. A ty co tak
wcześnie?
- Skończyliśmy pracę wcześniej, to nas wypuścili. A czemu
jesteś taka nieobecna duchem? Czyżbyś miała kolejny plan na swoje życie?
- Tak jakby… czy słyszałaś może o tym nowym programie
muzycznym?
- Coś nie co, a czemu pytasz?
- Bo chciałabym się zgłosić.
- Przecież w połowie się znudzisz. Moim zdaniem to jest
kiepski pomysł. Jak się dostaniesz to nie będziesz mogła się wycofać.
- Zdaję sobie z tego sprawę.
- Wiesz, z własnego sklepu się wycofałaś, podróż dookoła
świata poszła w odstawkę. Nawet własny ślub prawie w ostatniej chwili
odwołałaś. A tu będziesz musiała wytrwać do końca. Uwierz mi, to nie w twoim
stylu.
- Ale ja już postanowiłam.
- Kasa po rodzicach ci się już skończyła, że jesteś taka
zdeterminowana?
- To też, ale ja śpiewem żyję i naprawdę uważam, że jestem
najlepsza.
- Ale mi też skromność. Te wrzaski pod prysznicem się nie
liczą. Ale to twoja decyzja. Przemyśl to jeszcze. Może jak opadną emocje to
zmienisz zdanie.
- Nie liczyłabym na to.
- Ale tak czy owak obiecaj mi, że pomyślisz o tym.
- Obiecuję.
Didi położyła prawą dłoń na sercu
i spojrzała siostrze w oczy. Na tym etapie skończyła się ich rozmowa. Klara
wyszła razem ze swoim synem. Miała sporo kilometrów do przejechania, a robiło
się już późno. Należała do osób, które nie lubią jeździć w ciemnościach. Didi
została sama. Oczywiście zrobiła to co przyrzekła swojej siostrze. Jej myślenie
skończyło się jednak na tym, że stwierdziła, że sobie poradzi. Resztę energii
straciła na marzenia o tym jak daleko zajdzie i co się zmieni w jej życiu, gdy
wygra główną nagrodę.
Następnego dnia na równe nogi
postawił ją dzwonek. Powłóczystym krokiem poszła w stronę drzwi. Za nimi stała
kobieta około trzydziestki. Wyglądała na zdeterminowaną.
- Sorry, że cię obudziłam, ale powiedziałaś, że jak będę
potrzebowała pomocy to mam iść do ciebie jak w ogień – powiedziała niepewnym
głosem, gdy zobaczyła wyraźnie zaspaną sąsiadkę.
- Jasne, jasne wejdź – powiedziała Didi robiąc miejsce. – W
sumie i tak miałam już wstawać.
- To kamień z serca. Już się bałam, że po prostu mi nie
otworzysz lub zamkniesz przed nosem.
- Weź przestań. Siadaj, powiedz co się takiego stało.
- Mój narzeczony rozciął sobie głowę. Trzeba go zawieźć na
pogotowie. On nie może prowadzić, a ja nie umiem. Dlatego chciałam cię prosić,
abyś nas zawiozła.
- Jasne, nie ma sprawy, tylko się ubiorę.
Pięć minut później cała trójka jechała
już do szpitala. Znajdował się on w wiosce oddalonej o dziesięć kilometrów od
ich miejscowości. Widok mężczyzny, który trzęsącą się ręką przytrzymywał
zakrwawioną szmatkę przy głowie, sprawił, że dziewczyna przycisnęła jeszcze
pedał gazu. Nie odmówiła sobie jednak śpiewania ulubionych fragmentów piosenek,
które leciały w radiu. Bardzo szybko znaleźli się na miejscu. Mieli szczęście,
że nie było jeszcze dużego ruchu. Didi pożegnała swoich sąsiadów pod szpitalem
i zawróciła do pracy. Była już spóźniona dobre dziesięć minut, a jeszcze liczyć
co najmniej pół godziny na dojazd.
Didi musiała dosyć mocno
przyciskać gaz, aby jej opóźnienie nie było takie duże. Do spożywczego, w
którym obsługiwała kasę od miesiąca, wbiegła zdyszana. A jej jak zwykle
nieułożone włosy opadły na oczy.
-Przepraszam bardzo za moje spóźnienie, ale musiałam odwieźć
kogoś do szpitala – powiedziała na swoje usprawiedliwienie.
- Ależ nic się nie stało – odpowiedziała jej uśmiechnięta
właścicielka sklepu. – Nie mamy jeszcze takiego dużego ruchu.
Didi przebrała się w sklepowy
uniform, którym był zwykły fartuszek i usiadała na swoim stanowisku. Przez
dłuższy okres czasu nie było żadnych klientów, więc dziewczyna podzieliła się
ze swoją pracodawczynią pomysłem o wystąpieniu w programie. Ku jej zdziwieniu
kobieta w pełni ją poparła. Nawet użyczyła swojego laptopa, aby mogła sprawdzić,
kiedy ma przesłuchanie i na czym konkretnie będzie polegał ten program. Okazało
się, że przesłuchanie ma 12 października, czyli za dwa tygodnie.
- Aby dostać się do „Bitwy na wysokie c” trzeba zaśpiewać
wybraną przez siebie piosenkę, w taki sposób, aby spodobała się większości
publiczności, która tam się znajduje. Wcześniej wypowiada się na temat występu
jury. Składa się ono z trzech osób związanych z przemysłem muzycznym –
przeczytała na głos.
- A ile osób się dostaje? – zapytała pani Władzia nie
odrywając wzroku znad gazety.
- Po dwanaście z każdego miasta, czyli w sumie
sześćdziesiąt.
- Nie za dużo tych miejsc, ale uważam, że ty miejsce w tym
gronie masz murowane.
Komentarze
Prześlij komentarz